Od momentu, kiedy wprowadził zespół na zieloną murawę stadionu słyszał złowrogą muzykę trybun, zdającą się domagać rzucenia Polaków na kolana. I nie ucichła ona ani, gdy przedstawiał swoich kolegów prezydentowi FIFA - Stan-ley'owi Rous'owi, ani podczas hymnu polskiego. A oni nie przyjechali przecież po to by przegrać. Przyjechali by pokazać, że są nie tylko ambitni i waleczni, ale chcą i potrafią grać w piłkę. Teraz otaczał ich nienawistny gwar, lecz wiedzieli, że są w korzystniejszej sytuacji psychologicznej. Anglicy musieli wygrać, im wystarczał remis. Od Anglików opinia publiczna żądała zwycięstwa za wszelką cenę, im powiedziano jasno: „jeśli po ambitnej, nieustępliwej walce ulegniecie,
nikt nie będzie miał o to do was pretensji". Przedmeczowe werdykty angielskiej prasy skazujące ich na klęskę, w której jedyną niewiadomą stanowiły rozmiary, spotęgowały postanowienie i pragnienie zwycięstwa. Byle tylko nie stracić spokoju, nie zapomnieć o przekazanych przez trenerów ustaleniach i powierzonych zadaniach...
W tym pojedynku, w którym każda sekunda zbliżała projekty domów | przekaźniki | prepaid phone cards
|