| |
I tak nieoczekiwanie
I tak nieoczekiwanie znalazł się wśród kandydatów do jednego z medali. Zawodnikiem, który zagradzał mu drogę do ścisłego finału był Wehling (NRD). Polak wygrał z nim na punkty i w finale spotkał się z Japończykiem Fujimoto. Wystarczył mu remis, by stanąć do walki o „złoto" ze zwycięzcą drugiej pary. Przegrana dawała mu „brąz", ale tylko ten, kto nie znał Kazika, mógłby wierzyć, iż taki medal go zadowoli. Polak nigdy jeszcze z Japończykami nie walczył, ale dokładnie obserwował ich w Sofii. Zadziwiały go ich kocie ruchy, lekkość i zręczność. Od początku walki był bardzo aktywny, zamęczał przeciwnika atakami i po dwóch rundach prowadził 4:2. Przeliczył się jednak z siłami i w III rundzie osłabł. Otrzymał dwa ostrzeżenia, ale ostatecznie pojedynek zakończył się remisowo, co dawało prawo walki o medal. Zbyt duża szansa kładzie jednak na kolana i najmocniejszych, Kazik miał ogromną tremę. Nie bał się Bułgara, obawiał się tylko, że rutyniarz z Sofii będzie walczyć pasywnie, że nie da mu szansy rozstrzygnięcia w twardym, męskim pojedynku. Był roztrzęsiony jak galareta, choć się do tego nie przyznawał. Uspokoił się dopiero wówczas, gdy wszedł na matę i zobaczył Markowa. Jak mu się dobrać do skóry? - takie pytanie można było wyczytać
Stanisław Kluza | Yerba Mate | Doładowanie telefonu komórkowego